
Legendarny
głos polskich skoków narciarskich.
Zadziorny,
lekko zachrypnięty, na wskroś przepełniony emocjami i zdecydowanie
nie przebierający w słowach.
Przez
siedem lat każdej zimy gościł w naszych domach. Przybywał pod
koniec listopada, witając nas gdzieś z dalekiej i mroźnej Północy,
aby przez kolejne miesiące towarzyszyć nam podczas, weekendowych
obiadów, leniwych wieczorów przy kominku oraz długich,
nieprzespanych nocy z interkontynentalnymi zawodami. W końcu żegnał
się cichutko, kusząc ostatnim spojrzeniem na skąpaną w mocnym,
słoweńskim słońcu Velikankę.
Zerkaliśmy,
uśmiechaliśmy się ze smutkiem i zaczynaliśmy odliczać dni do
ponownego spotkania.
Ze
skokami i naszym ulubionym, damskim głosikiem.
Bo
któż nie pamięta tych ostentacyjnych wyjść i trzaskania drzwiami
kabiny komentatorskiej? Głośnych 'poryczałam się ze szczęścia
jak głupia'. dzikich okrzyków radości, czy sławetnego 'a w dupę
się posmyraj tym palcem!? Ironicznych 'Proszę Państwa, cóż za
emocje, cóż za konkurs... Gregor Schlierenzauer wygrywa kolejne
zawody Pucharu Świata.'
I
tego najważniejszego, tego czym ostatecznie pożegnała swoją pasję
i wszystkich polskich kibiców:
'Pierdolony
Ammann!!!'
***
***
Planowałam wystartować z tą historią nieco później i w znacznie szerszym wydaniu, ale ostatnio zbyt wiele rzeczy mi o niej przypomina.
Postanowiłam ją zatem nieco skrócić i pokazać Wam, zanim wrócę do Norweski.
Bo to będzie nieco inny Simon niż ten, którego poznajecie razem z Asią.
To będzie MÓJ Simon z Olimpiady w Vancuver.
To co, chcecie zagrać z nami w tę miłosną grę?
Chcecie przekonać się, jaką drogę przebyło moje serce od Kanady po dziś dzień?
Od pierdolonego Ammanna do tego gościa, którego tworzę w norwesce?
Jeśli tak, to zapraszamy wkrótce.
Nie będzie to długie opowiadanie. Planuję zmieścić się w 3-4 rozdziałach. Mam więc nadzieję, że pójdzie w miarę szybciutko.
Do zobaczenia :*