niedziela, 28 lutego 2016

Wstęp


Legendarny głos polskich skoków narciarskich.
Zadziorny, lekko zachrypnięty, na wskroś przepełniony emocjami i zdecydowanie nie przebierający w słowach.
Przez siedem lat każdej zimy gościł w naszych domach. Przybywał pod koniec listopada, witając nas gdzieś z dalekiej i mroźnej Północy, aby przez kolejne miesiące towarzyszyć nam podczas, weekendowych obiadów, leniwych wieczorów przy kominku oraz długich, nieprzespanych nocy z interkontynentalnymi zawodami. W końcu żegnał się cichutko, kusząc ostatnim spojrzeniem na skąpaną w mocnym, słoweńskim słońcu Velikankę.
Zerkaliśmy, uśmiechaliśmy się ze smutkiem i zaczynaliśmy odliczać dni do ponownego spotkania.
Ze skokami i naszym ulubionym, damskim głosikiem.
Bo któż nie pamięta tych ostentacyjnych wyjść i trzaskania drzwiami kabiny komentatorskiej? Głośnych 'poryczałam się ze szczęścia jak głupia'. dzikich okrzyków radości, czy sławetnego 'a w dupę się posmyraj tym palcem!? Ironicznych 'Proszę Państwa, cóż za emocje, cóż za konkurs... Gregor Schlierenzauer wygrywa kolejne zawody Pucharu Świata.'
I tego najważniejszego, tego czym ostatecznie pożegnała swoją pasję i wszystkich polskich kibiców:
'Pierdolony Ammann!!!'

***

Planowałam wystartować z tą historią nieco później i w znacznie szerszym wydaniu, ale ostatnio zbyt wiele rzeczy mi o niej przypomina.
Postanowiłam ją zatem nieco skrócić i pokazać Wam, zanim wrócę do Norweski.
Bo to będzie nieco inny Simon niż ten, którego poznajecie razem z Asią. 
To będzie MÓJ Simon z Olimpiady w Vancuver.

To co, chcecie zagrać z nami w tę miłosną grę? 
Chcecie przekonać się, jaką drogę przebyło moje serce od Kanady po dziś dzień?
Od pierdolonego Ammanna do tego gościa, którego tworzę w norwesce?
Jeśli tak, to zapraszamy wkrótce.
Nie będzie to długie opowiadanie. Planuję zmieścić się w 3-4 rozdziałach. Mam więc nadzieję, że pójdzie w miarę szybciutko.
Do zobaczenia :*