Tak,
Simon, żałuję!
Po
Vancouver ludzie często mnie o to pytali. Zbywałam ich niedbałym
wzruszeniem ramion i pozostawiałam bez odpowiedzi. Nie dlatego, że
nie czułam wyrzutów sumienia, po prostu uważałam, że jesteś
jedyną osobą na świecie, która powinna usłyszeć z moich ust to
proste i zdecydowane TAK. Nie banda szukających sensacji
dziennikarzy, nie grupa znajomych i nieznajomych, nawet nie twój
trener. Tylko Ty! Jedyny, który wiedziałby, że nie chodzi o pracę.
Nie o to, że straciłam nad sobą panowanie na antenie i na oczach –
a raczej uszach – ponad dziewięciu milionów Polaków zwyzywałam
Cię językiem godnym klasycznego menela spod sklepu. To była kropka
nad i, wybuch wulkanu, w którym lawa wrzała przynajmniej od
początku turnieju. Poplątałam się chyba jeszcze zanim
przyjechałam do Kanady. W Whistler już tylko coraz dalej
przesuwałam granicę swojej głupoty i bezczelności, popełniałam
grzechy nie do wybaczenia.
Nie
żałuję, że bardziej kibicowałam Adamowi, że wybrałam sport
zamiast przyjaźni.
Wiem,
że to rozumiałeś.
Mogłeś
wmawiać sobie, że idealnie rozgradzasz życie prywatne od kariery,
ale powiedz, Simi, tak szczerze:
Ile
razy pojechałeś na trening, kiedy Jana leżała chora w łóżku?
Ile
zgrupowań wygrało z romantyczną kolacją
urodzinową/imieninową/rocznicową?
Ile
walentynek spędziłeś gdzieś hen daleko na zawodach?
Ile
razy zapomniałeś o jej święcie a ile o dniu, w którym zdobyłeś
swoje pierwsze Olimpijskie Złoto?
Nie
oszukuj się. Skoki zawsze były numerem jeden. Tylko te decyzje były
zbyt oczywiste, aby uznać je za wybór.
Pokazałam
Ci, jakie to uczucie przegrać z miłością do sportu.
Żałuję
jednak, że zrobiłam to w tak podły sposób.
Żałuję,
że Cię zraniłam.
Najbardziej żal mi jednak tego, że miałam dość odwagi, aby
wyznać prawdę Janie, ale zabrakło mi jej, aby porozmawiać z Tobą.
Aby przyznać się, że wtedy na dyskotece wcale nie kłamałam.
Że
to, co wydarzyło się później, to jedyna chwila z całego
Vancouver, której nie chciałabym wymazać z pamięci.
***
„I’d
take a vow of silence
I wouldn’t say a single word
Until you really heard
If I were sorry”
I wouldn’t say a single word
Until you really heard
If I were sorry”
[Frans – If I were sorry]
Leżała
nieruchomo, z wciąż zamkniętymi oczami wsłuchując się w jego
nieporadną krzątaninę. W pośpiechu zbierał rozrzucone po
podłodze ubrania, próbując jednocześnie jej nie obudzić i jak
najszybciej opuścić miejsce swojej zbrodni. Nie patrzył w stronę
łóżka, mimo to ze wszystkich sił starała się utrzymać miarowy,
senny oddech. Nie dać po sobie poznać, że też się obudziła.
Niestety zaciskające się coraz mocniej zęby i przyśpieszające
bicie serca skutecznie jej to utrudniały. Odetchnęła więc, chyba
trochę zbyt głośno, kiedy w końcu sięgnął po kurtkę i
skierował się do wyjścia. Słyszała jak przekręca klamkę, a jej
drobne piąstki odruchowo zakleszczyły się na białym, zmiętym i
wciąż pachnącym nim prześcieradle.
NO
SPADAJ JUŻ!
-
Wiem, że nie śpisz – mruknął cicho, opierając czoło o framugę
drzwi. Drewniana przeszkoda dzieląca go od wolności. A przecież
wystarczyło leciutko je uchylić i po prostu sobie iść. Cholerny
Ammann! - Posłuchaj, Itka, ta noc...
-
Była głupotą! - weszła mu pośpiesznie w słowo. Za nic na
świecie nie chciała, aby padło to z jego ust. Udekorowane jakimś
słodkim, wyświechtanym frazesem w stylu 'Bardzo
Cię lubię, ale Jana jest miłością mojego życia'
czy 'Było cudownie, ale powinniśmy
o tym zapomnieć'. Serdeczne dzięki,
obejdzie się bez tego. Chciała tylko wykluczyć go z walki o medale,
a nie skomplikować sobie doszczętnie życie i poobijać serce. -
Daj spokój, Simi, obydwoje doskonale wiemy, dlaczego to zrobiłam. -
Odwrócił się powoli i po raz pierwszy tego poranka ich spojrzenia
się przecięły. Lubiła jego oczy, ale nienawidziła tego, jak
potrafiły ją rozczytać. Szczególnie teraz, kiedy zupełnie naga
kuliła się pod kołdrą. Jakby wszystkie grzechy wypisane miała na
nieokrytej niczym skórze. Szybko zarzuciła więc na siebie
wyciągniętą spod poduszki koszulkę nocną i przywdziała na usta
bezczelny, prowokujący uśmieszek. - Chciałam spić cię tak, żebyś
dzisiaj rzygał dalej niż skakał. - Nie wyglądał na zaskoczonego
czy złego. Pokręcił jedynie z rozbawieniem głową. Była tak
przewidywalna w swojej adamowej obsesji, czy raczej jemu było to aż
tak bardzo na rękę? Jedna niespełniona miłość mniej, jeden
problem z głowy. A ich mały sekrecik co najwyżej odbije mu się
czkawką podczas składania małżeńskiej przysięgi. - Nie sądziłam
tylko, że aż tak nas poniesie.
Mruknął
coś pod nosem, wbijając wzrok we własne stopy i nerwowo drapiąc
się po karku. Widziała, jak ze sobą walczy, jak zagryza czające
się na końcu języka słowa. Przecież jej wytłumaczenie było
takie proste, takie pasujące im obojgu. Wypili za dużo i zrobili
coś głupiego. Coś, czego oboje żałują i powinni jak najszybciej
o tym zapomnieć. Tylko co z tym wszystkim, co mu powiedziała? Możne
da się wymazać z pamięci przygodną noc z kobietą poznaną na
imprezie, ale jak zrobić to z wyznaniem miłości swojej najlepszej
przyjaciółki?
Nie
zdążył podjąć decyzji. Wesoła, skoczna melodyjka z jego
telefonu niespodziewanie rozerwała panującą w pomieszczeniu ciszę
i zdecydowała za niego.
-
Andi po mnie przyjechał. - Uśmiechnęła się i skinęła lekko
głową w ramach odpowiedzi. Spokojnie mogła go teraz zniszczyć.
Jednym słowem, malusieńką aluzją do wyznania prawdy Janie była w
stanie rozwalić mu psychikę w drobny mak na kilka godzin przed
najważniejszym konkursem sezonu. Rozpętać piekło, z którego nie
dałby rady wyjść bez szwanku. Zamiast tego, podeszła do niego i
mocno przytuliła. - Porozmawiamy o tym po zawodach? - Musiał, do
diabła, musiał wiedzieć, czy mówiła prawdę!
-
O ile mnie pamięć nie myli, po zawodach będzie już pan zaręczony,
panie Ammann – palnęła, nim zdążyła ugryźć się w język.
Jego oświadczyny były ostatnią rzeczą na świecie, o której
chciała teraz rozmawiać.
-
Tylko jeśli wygram.
-
Więc pozostaje mi mieć nadzieję, że tak się nie stanie –
powiedziała to tak, że przez chwilę naprawdę uwierzył. Dopiero
jej cwany uśmieszek przypomniał mu, że w sprawie skoków nigdy nie
chodzi o niego. Oczywiście, że będzie miała nadzieję na jego
porażkę, ale tylko i wyłącznie w kwestii wygranej Adama. -
Życzyłabym ci powodzenia, ale przecież mnie znasz.
Czy
ona mogła być jeszcze bardziej porąbana?
Czy
on mógł uwielbiać ją jeszcze mocniej?
-
Itka... - rzucił jeszcze, będąc już prawie za drzwiami. –
Pamiętaj tylko, co stało się, kiedy ostatni raz knułaś przeciwko
rywalom Małysza.
***
„If I were sorry
it would be a different story”
it would be a different story”
[Frans – If I were sorry]
-
Możesz mi, do cholery, wytłumaczyć, dlaczego od rana dobija się
do mnie Jana z pytaniem gdzie jesteś, bo nie może się do ciebie
dodzwonić? - warknął Küttel, kiedy tylko jedna noga Simona
znalazła się w jego aucie. UPS! No to chyba miał przechlapane. -
Myślałem, że mam cię kryć przed trenerem, debilu, a nie przed
kobietą, z która ponoć chcesz spędzić resztę życia! Gdzieś ty
był całą noc?
Próbował
nad tym zapanować. Naprawdę próbował z całych sił, ale szeroki,
głupkowaty uśmiech mimowolnie zagościł na jego twarzy na samą
myśl o tym, co lada moment miało paść z jego ust. Podobało mu się
brzmienie tych słów.
-
Itka wyznała mi miłość – rzucił w końcu, a Andreas z wrażenia
chyba aż zapomniał, że prowadzi auto, bo omal nie władował ich w
zaspę. - Możesz mnie łaskawie nie zabić tuż przed szansą na
zdobycie czwartego olimpijskiego złota?
-
Czy ty się słyszysz, kretynie? Ta wariatka przez tydzień
traktowała cię jak największego wroga, a teraz, tak całkiem
przypadkiem w noc przed najważniejszym konkursem, spotyka się z
tobą i mówi, że cię kocha? Rany, Simon, nie możesz być aż tak
głupi!
-
Nie, Andi, to nie tak! Przyznała mi się, że wyciągnęła mnie na
imprezę specjalnie, ale potem po prostu się upiła, wiesz jaki ona
ma łeb, i… Dobra, może jestem naiwnym debilem, ale wierzę, że
mówiła serio. Cholera, Küttel, co ja mam teraz zrobić? –
Spojrzał wyczekująco na przyjaciela, jakby liczył, że ten
znajdzie jakiś złoty środek. Nie żałował ostatniej nocy, ale
też nie było tak, że nagle go olśniło, że zdał sobie sprawę z
miłości do Aidy, a kilka cudownych lat z kobietą jego życia
poszło w odstawkę. – Kocham Janę! Kurde, byłem tego pewien jak
niczego innego na świecie. Kocham ją i chcę się z nią ożenić,
ale…
- Ale to Itka – zakończył za niego kumpel, wciąż z rezygnacją
i niedowierzaniem kręcąc głową. Lubił panienkę Roztropek.
Naprawdę ją lubił, ale jeśli chodziło o rywalizację z Małyszem
po prostu jej nie ufał. Zbyt dobrze wiedział do czego jest zdolna i
bał się, że nie zawaha się nawet zranić Simona, aby tylko
osiągnąć swój cel. – Wpakowałeś się w niezłe bagno, młody
i nie mam pojęcia, co ci poradzić. Jana to wspaniała kobieta i
wiem, że byłeś z nią naprawdę szczęśliwy, więc, proszę cię,
nie spieprz tego i nie zrań jej. Nawet jeżeli jesteś w stanie
zrobić wszystko, żeby nie stracić Aidy.
Przegrać
medal i zostawić ukochaną…
Wszystko
to wielkie słowo.
***
Wiesz
dlaczego jeszcze rozstałem się z Janą?
Rozmawiałem
kiedyś z Adamem. Podejrzewał, że poprosiłaś mnie o przegranie
tego konkursu, a ja się nie zgodziłem.
Powiedziałem
mu prawdę.
Zadał
mi wtedy tylko jedno pytanie. Jedno, cholernie proste pytanie:
A
gdyby cię poprosiła?
Co
bym zrobił, gdybyś zamiast kłamać, knuć i kręcić po prostu
poprosiła, żebym przegrał?
Nigdy
mu nie odpowiedziałem.
Bo
nie wiem.
Skoki
to nie szachy, Itka. Nie siadasz na belce, aby kalkulować. Siadasz,
żeby polecieć jak najdalej.
Zaczniesz
kombinować w powietrzu i sklepiesz bulę. Zamiast drugiego miejsca,
zajmiesz trzydzieste. A my, do licha!, walczyliśmy o medale
olimpijskie.
Dlatego
nie mam pojęcia, co bym zrobił, ale pamiętam tamten poranek. To
poczucie, że jestem gotów dla Ciebie na wszystko.
I
pamiętam słowa trenera, po pierwszym skoku:
A
spróbuj tylko zepsuć dla niej drugą serię, to ci nogi z dupy
powyrywam!
Nie mogłem być z kobietą, która przegrała z
miłością do sportu, wiedząc, że dla innej byłem gotów przegrać
Olimpijskie Złoto.
Gdybyś
poprosiła...
Nie,
chwila, Ty nawet prosić nie musiałaś...
Znałem
Cię.
Wystarczyło,
żebyś nie zachowała się jak wredna suka.
********
Myślałam, że zmieszczę się z tą kanadyjską częścią w dwóch rozdziałach, ale bardzo nie lubię tworzyć takich wielostronicowych kombajnów. Dlatego postanowiłam nieco dłużej się nad Wami poznęcać i rozłożyć to na dwa kawałki. Co prawda tą końcówką już chyba całkowicie się zdradziłam, ale trudno. Nie o niespodzianki w tej historii chodzi.
W każdym razie, mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze w ogóle jest i chce to czytać.
Miłego słuchania Fransa :D Musiałam!
Uwielbiam Cię, kobieto! Simon w Twoim wykonaniu to zdecydowanie mój ulubiony blogowy Simon. Do tego Frans w tle no i... no Ty wiesz przecież <3 Nie będę nic pisać o Fransie, bo jak zacznę, to już o niczym innym nie napiszę :P
OdpowiedzUsuńWydawać by się mogło, że priorytety w życiu Simona są bardzo jasne. Że na samym początku jest sport, potem długo nic, potem Jana, a potem gdzieś za nią Itka.
I nagle okazało się, że w ciągu jednej nocy Itka przeskoczyła na samą górę tej drabiny. Chociaż nie wiem, czy już wtedy zdawał sobie z tego sprawę. Chyba jednak nie.
Aida twardo twierdzi, że chciała go upić, żeby przegrał z Małyszem. Sorry, ale to chyba tylko facet mógłby w to uwierzyć. W ogóle najlepiej i najłatwiej zrzucić wszystko na alkohol. To naprawdę wygodne. Simon mógłby dalej się oszukiwać, a Itka dalej wmawiać całemu światu, że go właściwie nienawidzi i najlepiej by się poczuła, gdyby sobie nogi połamał. Bo tak, przyjaźń jest fajna, ale jak już Ammann miałby coś wygrać na skoczni, to lepiej dla niego, żeby tego nie robił. Bo dosięgnie go okrutny gniew panny Roztropek. Ale tak w ogóle to w międzyczasie wyzna mu miłość.
Ech, skomplikowana ta nasza Itka. Wiadomo, jak to baba. Ale chyba okoliczności, jakie towarzyszą jej znajomości z Ammannem jeszcze bardziej uwypuklają sprzeczności jej charakteru. Zastanawiam się, czy to nie jest trochę tak, po dziecinnemu, że Itka chce mu zrobić na złość, bo Ammann spycha ją na boczny tor. A użycie karty pod tytułem 'uwielbienie Małysza' jest tu całkiem niezłym usprawiedliwieniem.
No. Takie różne teorie sobie tworzę i snuję domysły.
Aha, tak w ogóle to ja też lubię, jak rozdziały mają po kilka stron, a nie po kilkadziesiąt ;) Także mnie się to podoba. No i czekam na następne!
Buziak! :***
O kurczaki. Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Zazwyczaj w komentarzach powstają mi jakieś w miare o dziwo sensowne elaboraty, ktore sa wprost proporcjonalne do mojego zachwytu, ale naprawde nie wiem co pwoiedzieć.
OdpowiedzUsuńMoze dlatego, że duzo z tego co tu o Itce padło, juz wcześniej sie domyślalam. To nie tak, ze piszesz przewidywalnie, wręcz przeciwnie, pp prostu z Itki bije taka wiara w Adama, że widać, że zrobi wszystko zeby wygral. Tak samo jak Simi zrobi wszystko, o co poprosi Itka (wspominalam juz jak bardzo podoba mi sie to zdrobnienie...?) a nawet to o co nie poprosi.
Aida jest bez watpienia postacia skomplikowana, troche czarna, a trochę biala. Simmi zresztą też. To jal postąpił wobec Jany bylo... Niewłaściwe, to chyba dobre okreslenie. Itka co zabawne jedoczesnie z nim pogrywa i jest wobec niego szczera w swoich uczuviach. To sie niby wyklucza, ale ona sama chyba nie wie jak jest.
I wiesz co? Ciekawi mnie stosunek Adama do tego wszytskiego. Naprawde mnoe ciekawi.
Tyle ode mnie - choć raczej skrotowo, wiedz ze ubielbiam <3. Czekam na więcej, bo to skomplikowana sprawa jest.
Buźki, tony weny życze,
E_A
Ps. Za literowki i brak polskich liter przepraszam, ale pisanie na telefonie nie sprzyja poprawnej polszczyznie... :/
Ja jak zwykle opóźniona, albo i bardziej niż zwykle, bo jakoś nie blogosfera mi ostatnio w głowie, no ale wczoraj wreszcie się do Simka i Itki dobrałam, no i zaraz muszę powiedzieć co myślę, żeby mi ten klimat nie uciekł. No ale najpierw się pod komentarzem Asika muszę tu podpisać, bo te jego pierwsze słowa idealnie oddają to, co zresztą widać już od dawna. Ty sobie powinnaś jakiś monopol na pana Ammanna załatwić. Masz do niego niebywałe serce i choć nie ma łatwo w tych twoich historiach, to jednak zawsze wychodzi Ci taki niepowtarzalny. I po prostu swój. Także nieodwołalnie się ze sobą kojarzycie.
OdpowiedzUsuńMówią, że tłamszenie uczuć wcześniej czy później zabija. A Ty tu idealnie pokazałaś, że to nie takie proste. Bo czy możemy nazwać tłamszeniem, wykrzyczenie swojej złości milionom Polaków przed telewizorami (co skąd inąd znowu mi cholernie przyjemne wspomnienie mojego własnego, głupiego zachowania na tym konkursie przypomniało, mam to nawet nagrane:D), w sposób niezbyt cenzuralny? Pozornie ciężko by było. Owszem, konsekwencje to pewnie przyniosło spore. Ze skocznego światka siłą rzeczy musiała się wynieść. Niby wszyscy znali jej nienawistną obsesję, plus wiedzieli na co się mogą szykować. Ale co innego mordercze spojrzenia, czy też podstępne intrygi, o których wiedzieli tylko główni zainteresowani i które bądź co bądź, można było jednak zakwalifikować do życia prywatnego, a co innego takie ‘gratulacje’ dla mistrza olimpijskiego w publicznej telewizji. Karierę zawodową chyba też sobie tym zrujnowała, bo raczej, choć komentatorzy różne rzeczy już wyprawiali w euforii, żadnej ważnej transmisji już jej powierzyć nie mogli. W końcu była zakwalifikowana jako psychofanka. Pytanie tylko ile osób odkryło drugie dno skandalu w Vancouver, a ile zatrzymało się na tej oficjalnej jego części.
W każdym razie jak widać łatwiej ‘zwierzyć się’ całemu światu, niż usiąść i wykrzyczeć prawdę w oczy tej jednej jedynej osobie. Na takie coś zwykle odwagę zbiera się latami. A po latach niby można spróbować się wyleczyć. Ale równie dobrze można rozdrapać rany, doprowadzając je do formy gorszej i niebezpieczniejszej niż ta pierwotna. Zwłaszcza, że emocje ciągle jednak są żywe.
Itka w tym swoim fragmencie próbuje oszukać samą siebie, skoro świata oszukać już nie mogła. Uważa, że skoków i życia prywatnego nie da się rozdzielić. I Simon, który uważał, że jest w tym mistrzem też nie potrafił, zawsze pojawiały się te cholerne wybory. Nawiasem mówiąc muszę przejrzeć poprzednie odcinki, bo nie do końca jestem pewna, choć raczej mi coś po prostu z głowy wypadło, jak to jest z nim i z Janą. Rozstali się po igrzyskach, to pada. Ale czy tak ostatecznie jednak w końcowym rozrachunku coś jednak z tego wyszło, czy tej koniec był raz na zawsze? Polka powiedziała jej prawdę, chyba nie tyle na igrzyskach co jakoś później, skoro Simi sam zdążył się z nią wcześniej rozstać. W każdym razie to czy ułożył sobie życie, może być dość istotne w kontekście tej części ‘współczesnej’. Nie wiem z którego okresu te rozważania Itki pochodzą. Ale wydaje się, że minęło już wiele lat, a ona nie mówi mimo wszystko o tym zapominaniu o Janie, walentynkach i urodzinach, jako o jakimś echu przeszłości. Więc albo to po prostu siedzi w niej za mocno, albo tak się odcięła, że nie życzyła sobie żadnych informacji o nim, albo oni do siebie jednak wrócili. Oprócz tego ta jej pewność siebie trochę obumarła. Niby potrafi sobie wymieniać całą listę rzeczy, których nie żałuje, potwierdzając tym samym swoje przekonania. Ale co z tego skoro na końcu przekreśla to, tym ‘tylko jednym’. Tym co stało się w momencie gdy wynik zawodów na krótką chwilę, pierwszy i zarazem ostatni raz stracił na znaczeniu.
Zresztą on jest facetem, więc jest ślepy. Ale ona zdradziła się na amen tamtego poranka. Przecież, gdyby chodziło jej tylko o zwycięstwo Małysza, to byłaby zachwycona efektem swojego działania. Zostawia go nie dość, że skacowanego, to jeszcze przerażonego.
Złamał wszystkie reguły. Miał najpierw myśleć tylko o sporcie, a następnego wieczoru oświadczyć się kobiecie swojego życia. Którą kocha i przecież... Jest tego pewien? Czy tylko mu się tak wydawało.
UsuńItka zamiast być dumna, udaje sen. Po to aby nie spojrzeć mu w oczy. A potem zatrzymuje słowa idealne do rozpieprzenia psychiki sportowca, przed kluczowym momentem. Może istnieć inne wytłumaczenie takiego zachowania, niż tamto jedno, jedyne? Stabilny uparty plan, który działał w przypadku tak wielu rywali Polaka i wykluczał wszystkie uczucia, jednak na Simku się zatrzymał.
On też się pogubił. I serio ma mocny ten łeb, że wygrał, bo chyba o skokach w tej panice myślał najmniej. Coś mu się w głowie przewróciło, ale nie w tej bajkowy, lekko pretensjonalny sposób, który tak często zaobserwować można w przypadku bohaterów komedii romantycznych. Nie stwierdził, że był ślepy, a przecież to żadna przyjaźń, kocha tylko ją i inne takie. Po prostu wkradło się w niego coś nowego, czego nie da się zaszufladkować. I wydaje mi się, że dla niego sama zdrada była mniejszym problemem, niż to wewnętrzne niezrozumienie i rozdarcie. Plus jeszcze tak na serio on nie wie, czy te słowa w lokalu to był alkohol, czy jednak coś więcej. I nie ma co gadać, że rozmowa pomogłaby im najbardziej. Bo teoretycznie to mądre, ale w praktyce gdy dwoje ludzi zabrnie zbyt daleko, to chyba właśnie jej najbardziej chcą unikać jak ognia.
A to jego wyznanie kończące, to cóż... Mogę tylko powiedzieć, że przechyla szalę. I ja wiem, że to uwaga nie na miejscu. Ale oni są tak poplątani, że kurde serio by do siebie pasowali.
Buziaki i dużo weny:* I inspirującej Wisły.
A ja też czytam, czytam i skomentuję należycie jak tylko będę już miała na to trochę więcej czasu i cichy kąt już w domu :)
OdpowiedzUsuńJest szansa, że będziesz już miała wtedy całość, bo niegrzeczny Simi próbujący uprowadzić nam Ememensa do Szwajcarii jakoś tak mnie natchnął :D tylko też potrzebuję cichego kąta w domu.
Usuń